O Józefie, ratuj nas w życiu, w śmierci, w każdy czas.
O Józefie, ratuj nas w życiu, w śmierci, w każdy czas.
Wierzymy mocno, że możesz wysłuchać naszej prośby i uwolnić nas od trosk i cierpień. Mamy też wielką ufność, że nie zaniedbasz niczego na korzyść strapionych, którzy Cię o to błagają.
Dziś, 9 grudnia wspominamy w liturgii św. Juana Diego, świadka objawienia Matki Bożej na wzgórzu Tepeyac, gdzie później powstało sanktuarium ku czci Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe.
Święty Mikołaju, pogromco złych duchów, słowa Bożego głosicielu, walczący ze zbrodniami,
Róża nie znikła. Czułam, że dotyka mojego guza, a szyję oplatają chłodne i wilgotne łodygi. Nie było to miłe uczucie. I nagle zobaczyłam, co się dzieje, jakbym miała przed sobą lustro. Poczułam mocne ukłucie, jak przy wbijaniu igły.
Czułam się przegrana, nie umiałam się przez to wszystko przebić. Upadłam na zdrowiu. I okazało się dodatkowo, że zdiagnozowano u mnie depresję.
Bałam się, jak to się wszystko skończy i powierzyłam całą rodzinę, siebie i leczenie Jezusowi oraz św. Józefowi.
Ojciec Pio był człowiekiem szorstkim, szorstkim z natury, lecz w istocie niezmiernie dobrym, nie potrafiącym wyrządzić najmniejszej nawet przykrości.
Mimo że miała już wtedy siedemdziesiąt sześć lat, biła od niej taka siła, że wydawała się młodsza od nas wszystkich. Miała głębokie i łagodne spojrzenie. Podeszła do mnie i czule mnie objęła. Nigdy nie zapomnę tego uścisku.
Zrozumiałam, że muszę powierzyć tę sprawę św. Józefowi, by stało się jasne, jaka jest wola Boża. Z tą myślą weszłam do kościoła w nieznanej mi dzielnicy i… oniemiałam.