Pożegnanie z Janem Pawłem II

Arturo Mari widział kiedyś pożegnanie Jana Pawła II z umierającym młodym mężczyzną. Chłopak był bardzo chory, siedział na wózku, wyglądał jak szkielet: mógł ważyć około 30 kilogramów. Jego marzeniem było spotkać przed śmiercią papieża, a ponieważ był człowiekiem ubogim, sąsiedzi złożyli się dla niego na bilet i razem z nim przylecieli do Rzymu.

Nie mieli z Watykanu żadnego zaproszenia, z nikim też się nie umawiali. Po prostu: podeszli pod Spiżową Bramę i poprosili o spotkanie z Ojcem Świętym. Ich upór sprawił, że gwardziści zadzwonili do arcybiskupa Dziwisza, który kazał natychmiast ich wpuścić. Chorego wniesiono na górę, było z nim pięć osób. Papież przyjął ich w kaplicy.

„Była to niezwykle wzruszająca scena – wspomina watykański fotograf. – Ojciec Święty klęczał przy wózku inwalidzkim, modląc się i trzymając chłopca za rękę. [A potem] wstał, objął go i pobłogosławił, (…) zdjął z szyi łańcuszek i nałożył go chłopcu. (…) W chwili gdy miał się [już] oddalić, chłopak chwycił go za rękę i powiedział: «Ojcze Święty, dziękuję. Był to najpiękniejszy dzień mojego życia. (…) Do zobaczenia w raju». Nie był zrozpaczony, uśmiechał się. (…)

Dwa dni później umarł.

Można pytać: «Cóż w tym jest cudownego, skoro chłopiec nie wyzdrowiał?». A jednak to był dla mnie cud (…). W tym momencie on poczuł się wolny, miał odwagę stanąć w obliczu śmierci”.

Źródło: A. Mari, Do zobaczenia w raju

Oprac. Janusz Poniewierski, Kwiatki św. Jana Pawła II, Kraków 2017


Polecamy: