Patron chorych na raka

Słyszeliście może o św. Peregrynie, wywodzącym się ze średniowiecznej Italii patronie chorych na raka?

Nazywał się Pellegrino Laziosi, jakkolwiek istnieje też nieco inna wersja nazwiska: Latiosi. Za rok jego urodzenia przyjmuje się 1265, choć nie ma co do tego pełnej zgodności. Bywa, że znajdujemy też datę 1260. Oznaczałoby to, że Peregryn zmarł, mając lat 85, a nie 80. Osiągnięcie takiego wieku w średniowieczu byłoby nie lada fenomenem, choć oczywiście w granicach możliwości.

Włoskiego imienia Pellegrino nie zaliczano do częstych, choć zdarzało się wśród Rzymian. Peregrinus z łaciny znaczy „wędrowiec, pielgrzym, pątnik”, a pielgrzymowanie było w średniowieczu zajęciem powszechnym. Istniała już świadomość, że życie (w średniowieczu bardzo narażone) jest pielgrzymką, dla chrześcijanina czasem, który Bóg daje człowiekowi, by mu służył.

Do języka polskiego z tego samego źródłosłowu przedostała się „peregrynacja”, czyli uroczyste przenoszenie albo przewożenie i wystawianie relikwii, obrazów i innych przedmiotów kultu religijnego, oraz znacznie bardziej „przyziemna” peleryna – ubiór bardzo w pielgrzymce czy wędrówce użyteczny. (Można też tutaj przy okazji wspomnieć, że znana na całym świecie naturalnie gazowana woda mineralna San Pellegrino bądź S. Pellegrino pochodzi z term San Pellegrino w prowincji Bergamo we włoskiej Lombardii. Czy ta woda, uważana za nader zdrową, ma jakikolwiek związek z naszym świętym uzdrowicielem? Znana jest od 600 lat, ale rozstrzygających dowodów na istnienie takiego związku nie ma).

Peregryna Laziosi nie należy mylić ze św. Peregrynem z Auxerre w Burgundii, męczennikiem. Na podstawie nikłych danych przypuszcza się, że ten ostatni został wysłany do Galii przez papieża Sykstusa II jako tamtejszy biskup. W czasie prześladowań za panowania cesarza rzymskiego Dioklecjana był więziony, torturowany i stracony za odmowę składania ofiar bogom w roku 304. Jest też inny św. Peregryn, młodzieniec, który wraz z trzema towarzyszami poniósł męczeńską śmierć pod sam koniec II wieku w czasie prześladowań cesarza Kommodusa. Władca ten był szczególnie okrutnym tyranem. Urządzał krwawe igrzyska, podczas których sam występował jako gladiator. Podobnie jak poprzednicy, zwłaszcza Kaligula czy Domicjan, wymagał oddawania sobie boskiej czci. Młody męczennik został wraz z przyjaciółmi pochowany w rzymskich katakumbach. Ten święty jest patronem młodych ludzi zastanawiających się nad życiowym powołaniem.

A nasz Peregryn? Od jego śmierci upłynęło blisko 670 lat. Żywot Peregryna spisany został według średniowiecznych kanonów przez zakonnych współbraci kronikarzy po jego śmierci. Serwici ustalają, że pierwsza legenda z 1345 roku zaginęła, ale na jej podstawie w 1483 roku spisana została nowa. Żywoty świętych, opisy wydarzeń, narracje o powstawaniu zakonów nazywano legendami od łacińskiego – legenda. Słowo to oznacza „to, co powinno być przeczytane”.

Pierwsze hagiografie rozpoczynają opowieść od tego, że Peregrynowi ukazała się Matka Boska i poleciła mu, aby udał się do Sieny (tamtejszy klasztor został założony przed 1256 rokiem, czyli liczył już wtedy blisko 30 lat, w Forlì konwentu jeszcze nie było) i tam wstąpił do zakonu serwitów. W Legendzie o św. Peregrynie jest mowa o tym, że Matka Boża przy tej okazji powołała się na jego imię. „Tym bardziej jako Peregryn, człowiek o imieniu pielgrzym, musisz powędrować do Sieny”. Była to kilkudniowa wyprawa, bo miasta oddalone są od siebie o ponad 160 kilometrów. Po kilku latach Peregryn jako serwita znalazł się w Forlì, w nowo założonym klasztorze (obecność serwitów w tym mieście historycy odnotowują już w 1275 roku). Tam do końca życia pracował, modlił się, pokutował i pomagał potrzebującym. Pierwotna hagiografia nie wspomina, żeby Peregryn otrzymał święcenia kapłańskie. W zakonie pozostał więc najprawdopodobniej pokornym bratem. Nie zapominajmy, że o święcenia nie zabiegał także choćby Franciszek z Asyżu. Ale według niektórych współczesnych autorów Peregryn przypuszczalnie został kapłanem.

Wróćmy jednak do legendy. Wedle podania, a pamiętajmy, że średniowiecze nader poważnie podchodziło do sprawy praktyk pokutnych i umartwień, „nikt nigdy nie widział, żeby usiadł” – stał przy jedzeniu, klęczał na modlitwie. Kiedy już musiał się przespać, kładł się na kamieniach albo w chórze na ławkach. Opłakiwał swoje grzechy, „którymi wydawało mu się, że zawinił”. Sam średniowieczny kronikarz uznał praktykę Peregryna za rzecz „niesłychaną”. Istnieje jednak różnica między oryginalnym sformułowaniem a współczesnymi biogramami głoszącymi, że „przez 30 lat nie usiadł”.

Kiedy Peregryn miał 60 lat, Bóg „który zdrowie i choroby daje i zabiera” postanowił go doświadczyć jak starotestamentowego Hioba. Prawa noga spuchła mu bardzo, otworzyła się jątrząca i cuchnąca rana. Otoczenie zaczęło od niego stronić. Wszystkie (znacznie późniejsze co prawda) obrazy, a potem rzeźby przedstawiają go z ranami na nodze. Na dawnych wizerunkach chora jest z reguły prawa noga, dzisiejsze masowo produkowane figurki i najczęściej powielany komercyjny obrazek Peregryna z reguły ukazują ranę na nodze lewej.

Medycy paskudnej ranie się przyjrzeli, próbowali ją leczyć. Bez skutku. Wreszcie konsylium zadecydowało – trzeba amputować, żeby choroba nie rozniosła się dalej i zakonnika wręcz nie zabiła. Jak mówi tradycja, w przeddzień operacji półprzytomny z bólu Peregryn dowlókł się przed wizerunek Ukrzyżowanego, gdzie pogrążył się w modlitwie. Cudowny krucyfiks znajdował się w kapitularzu klasztoru i do dziś można go oglądać w sanktuarium św. Peregryna w Forlì. W nocy, we śnie, objawił się choremu Jezus, który z krzyża pochylił się, by dotknięciem uleczyć mu nogę. Ten moment uwieczniony jest na starych obrazach opowiadających o św. Peregrynie. Chirurg, który z narzędziami i maściami przyszedł rano dokonać amputacji, nie chciał wierzyć, słysząc od zakonnika, że został przez Jezusa uzdrowiony. Sądził, myśląc trzeźwo, że chory bredzi pod wpływem nieznośnego bólu. Na własne oczy przekonał się jednak, że rana się zasklepiła, obrzęk zniknął, kończyna jest całkowicie zdrowa i Peregrynowi wróciła sprawność w nodze.

Peregryn jest przykładem aforyzmu, że każdy święty ma przeszłość, a każdy grzesznik przyszłość.

Dzisiejsza obiegowa wersja biogramu św. Peregryna wspomina o jeszcze jednym znaczącym momencie z jego życia. Ma on bezpośredni związek ze św. Filipem Benicjuszem, o którym więcej powiemy później. Pominięcie tego epizodu we wczesnych hagiografiach Peregryna nie może dziwić, bo zazwyczaj w legendach poświęconych danemu pobożnemu mężowi jego słabości z czasów przed świątobliwością nie eksponowano. Była to natomiast chwalebna karta św. Filipa.

„Podobnie jak wielu późniejszych żarliwych wyznawców i świętych, początkowo Peregryn żył życiem dalekim od Boga, oddając się doczesnym przyjemnościom i rozrywkom” – piszą jedni o jego wczesnej młodości. Dzisiaj możemy przypuszczać, że Peregryn był „zwykłym młodym człowiekiem” – zdrowym, zapalczywym, obdarzonym włoskim, krewkim temperamentem. Skoro w mieście istniała gibelińska większość, a jego rodzina była prominentna, uprawnione jest przypuszczenie, że Peregryn podzielał przekonania polityczne ojca.

Istnieje też inna wersja. Peregryn wychowany miał być w niezwykłej pobożności. Ojciec, według tej wersji hagiograficznej, dawał mu dobre rady i znamienity przykład. Tak czy inaczej za naganne można uznać to, że gorąca głowa podsunęła mu dalsze gwałtowne działania. Był wśród tłumu gibelinów, którzy ostro wystąpili przeciwko wysłannikowi papieskiemu, jak to wynikało z ideologii ich stronnictwa. A wysłannikiem tym był św. Filip Benicjusz, któremu papież zlecił zadanie skłonienia mieszkańców do pokoju i podporządkowania się władzy papieskiej3. Zbuntowane miasto zostało obłożone interdyktem.

Tradycja podaje, że w tłumie, do którego zwracał się Filip, nawołując do zaniechania bratobójczych walk, kilkunastoletni Peregryn bierny nie był. Doszło do przepychanek, awantury i Filip Benicjusz został znieważony. Spoliczkować miał go właśnie Peregryn. Czy „Ojciec Benicjusz spokojnie nadstawił drugi policzek i pomodlił się w intencji napastnika”, czy tylko głęboko spojrzał mu w oczy i pokornie milczał? Niezależnie od szczegółów wydarzenia fakt pozostaje – św. Filip zachował się pięknie po chrześcijańsku. Z politycznej perspektywy zajście to miało taki efekt, że Filip, widząc, że nic nie wskóra, postanowił zakończyć swoją misję. Według przyjętej wersji wydarzeń „poturbowany Filip znalazł się za murami miasta, pomodlił się za agresorów i drogą Via Emilia wyruszył ku mieście Cesena. W miejscu zwanym La Grotta, blisko pięć kilometrów za murami Forlì, dogonił go młodzieniec, który go uderzył w twarz”.

Relacje tutaj są zgodne. Młody człowiek był bardzo skruszony, przepraszał, płakał. Święty zakonnik podniósł go z klęczek, uściskał i radośnie zapewnił o przebaczeniu.

Peregryn wrócił do miasta odmieniony i zaczął zastanawiać się nad swoim dalszym życiem. Jak długo, nie wiemy. Hagiografia mówi, że z polecenia Matki Bożej udał się do Sieny. To św. Filip, ówczesny generał zgromadzenia, który przebywał głównie w Sienie, miał przyjąć Peregryna do zakonu. Ale Filip zmarł w 1285 roku, a Peregryn mógł wstąpić później – około 1290 roku, jak wyliczają to niektórzy.

Po cudownym uleczeniu Peregryn żył jeszcze 20 lat. Zmarł 1 maja 1345 roku (choć podaje się też 1347 rok) w klasztorze w Forlì. Jego święto najczęściej łączone jest z datą 1 maja, ale też spotyka się informacje, że przypada ono w dniu 2, 3, 4 czy 5 maja. Niemal natychmiast zaczął się też rozwijać jego kult, mnożyły się relacje o cudach uczynionych za jego pośrednictwem. Hagiografie je opisują.

Beatyfikacji – poprzez zatwierdzenie kultu – 15 kwietnia 1609 roku dokonał Paweł V. Oznaczało to wpis do martyrologium. Sprawa kanonizacji ze względów proceduralnych ciągnęła się znacznie dłużej i w końcu ogłoszenie Peregryna świętym nastąpiło w 1726 roku.

 

Joanna Petry-Mroczkowska


przeczytaj także:

71735          



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *